Blog > Komentarze do wpisu

Ostatni król Szkocji (The last king of Scotland)

„Ostatni król Szkocji” to historia rozgrywająca się w latach 70 ubiegłego wieku w Ugandzie. Są to czasy niebezpieczne i brutalne. A główną przyczyną tego, jak uczy nas historia, najczęściej jest chęć dojścia do władzy całkowitej człowieka nazbyt ambitnego, rozchwianego emocjonalnie, bezwzględnie eliminującego swoją opozycję i jak się okazuje w filmie, nie tylko polityczną. 25 stycznia 1971 prezydentem niestabilnej ekonomicznie i gospodarczo Ugandy zostaje Idi Amin. Film pokazuje początki jego dojścia do władzy.

Właśnie tę sytuację zastaje szkocki lekarz Nicholas Garrigan, kiedy przyjeżdża do obcego kraju z idealistycznym postanowieniem służenia tym najbardziej potrzebującym. Młody, zbuntowany, oglądający się wciąż za płcią piękną chłopak staje się uczestnikiem wydarzeń związanych z krajem i kulturą, do których nie należy. To wszystko jest „nie jego”. O sytuacji politycznej w Ugandzie dowiaduje się w autobusie od przypadkowej osoby, nie zna nazwisk, motywów, jest za to zafascynowany postacią, która dzięki swojej charyzmie budzi w ludziach z jego wioski nadzieję na poprawę sytuacji w państwie. Wkrótce, dzięki zbiegowi okoliczności, zostaje prywatnym lekarzem ugandyjskiego prezydenta. Przyjęcia, pływanie w basenie, grillowanie, ciekawe pogawędki z najważniejszą osobą w kraju- młody lekarz staje się oczarowany takim stylem życia . Po pewnym czasie miejsce fascynacji postaci odgrywanej przez McAvoy’a zajmuje niepokój, a potem strach. Klaustrofobiczny lęk, którego doznać może człowiek niemogący wrócić do domu i zdający sobie sprawę z tego, że jego życie jest zagrożone, tworzy niesamowity klimat tego filmu. Dużą rolę odgrywa również ścieżka dźwiękowa. Składają się na nią nie tylko utwory ściśle związane z kulturą afrykańską- chwilami można było usłyszeć również ostrzejszą nutę i przysiąc bym mogła, że słyszałam gitary elektryczne.

Spodziewałam się tego, że Forest Whitaker poradzi sobie z rolą w tym filmie. Bo czemu nie? W każdym obrazie, który z nim oglądałam, tworzył postać przekonywującą. Jednak to właśnie w „Ostatnim królu Szkocji” zachwycił mnie najbardziej. To jest jego film, bez dwóch zdań. Świadczyć mogą o tym statuetki, które od daty premiery gromadził na swoim koncie oraz pochlebne opinie krytyków. Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że wcielając się w rolę afrykańskiego dyktatora, potrafił mnie przestraszyć. Pokazał żądzę władzy, bezwzględność i szaleństwo, ani przez chwilę nie wypadając przy tym groteskowo. Nie oglądałam zbyt wielu filmów z Jamesem McAvoy’em, dlatego trudno mi powiedzieć, czy dał z siebie wszystko. Trzeba jednak powiedzieć że mimo, iż jego postać nie była tak charakterystyczna i zapadająca w pamięć, jak postać kreowana przez Whitakera, młody aktor nie pozostał bezbarwny. Widzowi nie jest trudno utożsamić się z Garriganem- człowiekiem niedoświadczonym, czasem naiwnym, przeżywającym rozterki moralne.


Kevin Macdonald, twórca słynnego „Stanu gry” z Russellem Crowem skonstruował coś, co jest i pouczające, bo przybliża nam sylwetkę ugandyjskiego prezydenta, i poruszające, bo obraz wzbudza silne emocje, nie będąc przy tym w niczym podobnym do typowego filmu sensacyjnego. Akcja jest budowana dość powoli, trzyma w niepewności po to, żeby wreszcie przyspieszyć i wcisnąć widza w fotel. Poza tym przyjemnie ogląda mi się filmy, których akcja rozgrywa się w miejscu tak różnym od zatłoczonych ulic USA.

 

niedziela, 06 czerwca 2010, kinoomania

Polecane wpisy

Komentarze
rodion19
2010/07/18 01:29:52
Rzeczywiście Whitaker, jeden z najlepszych obecnie żyjących czarnoskórych aktorów, tą rolą jeszcze bardziej ugruntował swoją pozycję. Z tym muszę się zgodzić - na szczególną uwagę zasługują takie momenty wyczekiwania, kiedy zupełnie nie wiemy czego się po nim spodziewać, bo może zrobić dosłownie wszystko, po tym poznaje się klasę aktora.

Nie mogę zgodzić się z tym, że film się przyjemnie oglądało;p Szczególnie w ostatnich scenach było najmniej przyjemnie :D Ale na pewno film szokuje i nie można obok niego przejść obojętnie.
-
latajacy_talerz
2010/08/05 10:00:17
Nie obejrzałem, bo miałem bardzo jakiś ważny powód. A teraz wydaje się ten powód jakiś słaby, chyba se obejrzę :)
-
quentinho
2010/09/24 23:01:18
Uwielbiam ten film. Dla mnie to kino perfekcyjne. A Forest? TO PO PROSTU MISTRZ!

P.S. Zachęcam do dalszych odwiedzin :)